wtorek, 17 sierpnia 2010

devil's lock

Jakoś tak mam, że gdy usłyszę fajną piosenkę, to mam ochotę zobaczyć jej teledysk.
Więc oglądam.
Zwykle zaczyna się od jednego kawałka a kończy dłuuugim siedzeniem na jutubie. Bo przecież muszę zobaczyć inne klipy danego artysty, a potem może jutub sam mi coś podpowie, albo przypomni mi się coś zupełnie innego, co przecież kiedyś chciałam zobaczyć... Jeszcze w międzyczasie zahaczę o jakąś oficjalną stronę, wikipedię albo tekstowo, żeby zgłębić wiedzę i sru!, całe godziny z głowy.

Dziś gdzieś między chrzanem a czosnkiem [do ogórków] przypomniał mi się świetny [moim zdaniem ofkors] teledysk.
Jest to pierwszy singiel z drugiej płyty "love is gone" amerykańskiego zespołu Dommin. Jak głosi wikipedia, panowie grają alternatywnego, gotyckiego rocka i pochodzą z LA. Jest ich czterech a prym wiedzie wokalisto-gitarzysta, Krzychu Dommin [sic!].
Mhrok od chłopaków emanuje że łohoho! na kilometr! Ale poza tym, to warto ich posłuchać, naprawdę fajna płyta, a Krzychu ma ciekawy głos.
Ale ale! Miało być o teledysku. Bo jest on dobry, interesujący, opowiada pewną historię, ma ciekawą pointę i oczywiście jest mhroooczny.
I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie włosy Krzycha. Czyli jego giga grzywka do połowy policzka zasłaniająca prawe oko. Ufryzowana w niesforne loczki diabelsko się rozwidla od intensywnego machania głową podczas jednego z refrenów.
Poszukałam, poszperałam i wychodzi na to, że taka fryzura to devil's lock i że niby tak ma być. No i owszem, google pokazało mi dożo zdjęć z takim zaczesem, ale tamte wyglądały jakoś atrakcyjniej.

Oceńcie sami. Fajna piosenka, fajnej kapeli + grzywka Krzycha, enjoy:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz