Dzisiejszy popołudnio-wieczór to zły czas. Jakieś głupie myśli, rozkminy i pretensje. Wszystko wyolbrzymione przez z dupy wzięty zły humor.
I nie wiem czemu tak to się wszystko układa, że najłatwiej być niemiłym i złośliwym dla osób, które są najbliższe i którym tak naprawdę chciałoby się mówić tylko same ociekające słodyczą słowa.
Tyle z tego wyszło, że chciałam być przytulona i w przytuleniu przeczekać tę dodupność sytuacji. Ale nikogo, kto mógłby przytuleniem służyć, przy mnie nie było. Została jedynie paczka fajek w dzień bez papierosa.
Czy ja się kiedyś nauczę nie wyolbrzymiać spraw i tak się wszystkim nie przejmować?
wtorek, 31 maja 2011
środa, 25 maja 2011
ain't no sunshine
Dzień lub dwa dni temu było tak:
Siedziałam w akademiku i próbowałam się skupić na wkuwaniu węgierskich słówek, znudzona i zrezygnowana. I nagle, na chwilę, zrobiło się magicznie. Od podmuchu wiatru w pokoju zapachniało akacją, a jakiś sąsiad z góry, siedząc na balkonie zagrał i zaśpiewał tę piosenkę
Brzmiało niesamowicie. Wyszłam na balkon, zamknęłam oczy, słuchałam i rozpływałam się w pomieszaniu romantyczności, czułości i marzeń. Stałam tak nawet gdy przestał grać, znów negatywnie zaskoczona, że ostatnio brak w moim życiu takich chwil.
Próbuję sobie przypomnieć, kiedy i przez kogo postanowiłam do minimum sprowadzić romantyczną część mnie. A nawet jeśli tę romantyczność w sobie mieć, to jak najmniej ją okazywać.
Nie wiem gdzie to miało swój początek, teraz widzę tylko efekty. Bo podobno trzeba być twardym a nie "miętkim" i snucie marzeń o miłości takiej for ever to the death nie pasuje do tego hasła.
Siedziałam w akademiku i próbowałam się skupić na wkuwaniu węgierskich słówek, znudzona i zrezygnowana. I nagle, na chwilę, zrobiło się magicznie. Od podmuchu wiatru w pokoju zapachniało akacją, a jakiś sąsiad z góry, siedząc na balkonie zagrał i zaśpiewał tę piosenkę
Brzmiało niesamowicie. Wyszłam na balkon, zamknęłam oczy, słuchałam i rozpływałam się w pomieszaniu romantyczności, czułości i marzeń. Stałam tak nawet gdy przestał grać, znów negatywnie zaskoczona, że ostatnio brak w moim życiu takich chwil.
Próbuję sobie przypomnieć, kiedy i przez kogo postanowiłam do minimum sprowadzić romantyczną część mnie. A nawet jeśli tę romantyczność w sobie mieć, to jak najmniej ją okazywać.
Nie wiem gdzie to miało swój początek, teraz widzę tylko efekty. Bo podobno trzeba być twardym a nie "miętkim" i snucie marzeń o miłości takiej for ever to the death nie pasuje do tego hasła.
niedziela, 22 maja 2011
o Agretiss słów kilka
Parę dni temu dowiedziałam się, że jakaś dzieweczka [Agretiss] nie mając pomysłu na własną twórczość blogową, zgarniała fragmenty tekstów od mojej koleżanki. Nie potrafiłam (i nadal nie potrafię) zrozumieć takiego postępowania. bo po jakiego uja mi blog, skoro nie umieszczam tam własnych wpisów?
Żeby było zabawniej, dziewczę to "inspirowało się" także postami z blogów znajomych mojej pokrzywdzonej koleżanki. Gdy opowiadano mi o tej niefajnej sytuacji, zostałam ostrzeżona, iż mój blog też mógł paść ofiarą tej haniebnej kradzieży. Ale pomyślałam, że to niemożliwe. Mój mały, ostatnio zamierający, średnio ciekawy mały blożek? Zdziwiłam się więc co niemiara, gdy po kilku dniach bez internetu sprawdzając pocztę, natknęłam się na maila z przeprosinami i sprostowaniem od bohaterki tego posta.
W tym momencie zastanawiam się, co też mogła sobie ode mnie "pożyczyć". I bardzo chętnie bym to sprawdziła, ale niestety jej blog został usunięty.
Szczerze, mimo zapewnień o nieporozumieniu które dostałam w mailu, usuniecie tamtego bloga to dla mnie przyznanie się do winy [zwłaszcza, że mail traktuje tylko o usunięciu obcych notek].
Cóż mogę rzec na zakończenie? Przecież chociażbym chciała, to nikogo nie zjem za kradzież z mojego bloga. Ale pamiętajcie! Nie wolno tak robić jak osławiona Agretiss! Bo Was bóg ukarze i paluszki którymi robicie kopiuj-wklej Wam uschną i odpadną! Howgh.
Żeby było zabawniej, dziewczę to "inspirowało się" także postami z blogów znajomych mojej pokrzywdzonej koleżanki. Gdy opowiadano mi o tej niefajnej sytuacji, zostałam ostrzeżona, iż mój blog też mógł paść ofiarą tej haniebnej kradzieży. Ale pomyślałam, że to niemożliwe. Mój mały, ostatnio zamierający, średnio ciekawy mały blożek? Zdziwiłam się więc co niemiara, gdy po kilku dniach bez internetu sprawdzając pocztę, natknęłam się na maila z przeprosinami i sprostowaniem od bohaterki tego posta.
W tym momencie zastanawiam się, co też mogła sobie ode mnie "pożyczyć". I bardzo chętnie bym to sprawdziła, ale niestety jej blog został usunięty.
Szczerze, mimo zapewnień o nieporozumieniu które dostałam w mailu, usuniecie tamtego bloga to dla mnie przyznanie się do winy [zwłaszcza, że mail traktuje tylko o usunięciu obcych notek].
Cóż mogę rzec na zakończenie? Przecież chociażbym chciała, to nikogo nie zjem za kradzież z mojego bloga. Ale pamiętajcie! Nie wolno tak robić jak osławiona Agretiss! Bo Was bóg ukarze i paluszki którymi robicie kopiuj-wklej Wam uschną i odpadną! Howgh.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

