sobota, 10 grudnia 2011

miał być zabawny tekst o zimie i świętach, a wyszło co wyszło...

Jestem bardzo zaniepokojona grudniową aurą w tym roku. No bo co to niby ma znaczyć, że już 10 grudnia, a grud ani widu ani słychu. już nie mówiąc o puszystym i skrzącym śniegu, który by na nie malowniczo prószył. Jest strasznie, niby całkiem słonecznie, ale wiatr piździ zacinając w twarz deszczem. Deszczem! W grudniu!
Jedyny śnieg jaki do tej pory widziałam, to taki w spreju, w sklepie.
No właśnie. Sklepy. Oczywiście już od 3 listopada wszędzie zaczęła się świąteczna gorączka, ale tak na prawdę  nabrała siły jakoś w okolicach 6. Wtedy to wszyscy rodzice, dziadkowie i wujkowie prześcigali się w kupowaniu pociechom zabawek i słodyczy (wiem, widziałam, kasowałam to wszystko będąc w pracy i dzielnie się uśmiechając, gdy wymarzona zabawka- tu pytanie: dziecka, czy rodzica- nie miała kodu).
Cóż, teraz trudno przejść przez miasto, by nie natknąć się na choinki, lampki, bałwanki, mikołaje i świąteczne melodie. Zapewne wiele osób powie, że to kicz, kicz i jeszcze raz kicz ociekający kiczem tak bardzo, że aż się robi kiczowata kałuża wokół niego. No dobra, niech będzie, ale czy znajdzie się ktoś, kto ani trochę, ani ociupinkę tego nie lubi. Hm?
Niby wszyscy mają dosyć Last Kristmas w wykonaniu Dżordża Majkela, ale przecież gdyby ludzie tego nie lubili, to nikt nie byłby na tyle głupi, by to puszczać w radiu. Kolejne trudne pytanie z mojej strony: wyobrażacie sobie święta bez przeboju Wham?? Ja nie.
Lubię Święta Bożego Narodzenia, nawet jeśli już prawie nikt nie pamięta o co w nich chodzi od strony wiary i Kościoła. Lubię je, bo w tym czasie (być może tylko pozornie- ale co tam! chcę w to wierzyć) ludzie są bardziej otwarci, bardziej dla siebie mili i częściej sie do siebie uśmiechają. Dla mnie to taki czas, gdy na przemian albo wpadam w euforię i czuje się przepełniona miłością do całego świata, albo pogrążona w czarnej rozpaczy niemal płaczę nad zaplątanymi światełkami choinkowymi i przypalającym się makowcem. To też czas, w którym chciałabym wszystkim ważnym ludziom w moim życiu powiedzieć jak bardzo ich kocham, jak wspaniałymi osobami są i jak niesamowicie się cieszę, że miałam okazje ich poznać (często tylko o tym myślę, lecz nic nie mówię, głupiam). Święta to czas rodziny i przyjaciół. Jak dla mnie to wcale nie te niespełna trzy dni począwszy od wigilijnego wieczoru. Nie. Święta, to ten cały okres przed Wigilią. Podróż do domu, przygotowywania, pomaganie sobie, kłótnie, obrażanie i godzenie się. Ech... Rozczuliłam się chyba za bardzo;)
Święta Bożego Narodzenia to magiczny czas, najmagiczniejszy w roku! I z wytrwałością maniaka będę to sobie powtarzać, gdy pójdę do pracy na dzień przed Wigilią i na pewno cały Kurwanów własnie wtedy sobie przypomni, ze musi iść na zakupy bo nie ma karpia, maku, grzybów, proszku do pieczenia, choinki, opłatka, sianka,,, 

W ramach nieco przedwczesnych życzeń świątecznych mała plejlista od Małgorzaty, enjoy:

klasyk


dla wielbicieli tradycji i współczesności


śmiechowo


wzruszająco, przejmująco i na wskroś świątecznie


 dla wielbicielek bojsbendów [dla Chrupki w szczególności]


dwa hity po polsku:)




i jeden po madziarsku, mój ulubiony


a na koniec coś przeze mnie nowo odkrytego



Właśnie sobie uświadomiłam, ze gdyby ktoś puścił mi ten lub inny zestaw świątecznych piosenek, jedna po drugiej, to płakałabym jak bóbr. Już taka ze mnie miękka i płaczliwa istota:]