czwartek, 6 lutego 2014

Pourodzinowe rozważania

Wielokrotnie, do znudzenia wręcz powtarzam, ze bardzo lubię zimę. Zawsze podkreślam też, że to pewnie dlatego, ze urodziłam się w samym jej środku. Podobno był wtedy taki śnieg, że dużo kłopotu sprawiło przywiezienie małej Małgosi ze szpitala do domu.
W tym roku zima udawała, że je nie ma i było mi w związku z tym troszkę smutno. Wiem, ze wielu osobom trudno to zrozumieć, lecz jestem w stanie znieść zaspy i mrozy dla pięknych widoków, śnieżnego brokatu i zimowych spacerów. Moja radość była więc ogromna, gdy na dzień przed moimi urodzinami spadł śnieg. I padał, padał, padał... Wspaniały prezent :)
Zaczęłam od śniegu, lecz właściwie to chciałam napisać o moich urodzinach. To taki dzień, w którym nie mogę się smucić. Jeszcze bardziej niż w Sylwestra i Nowy Rok zbiera mi się na podsumowania i plany.
Przede wszystkim jednak chciałabym znów podziękować za życzenia (i prezenty :P), bo to niesamowicie pomaga, usłyszeć od tak wielu osób dobre słowa. Mam ogromne szczęście, że wokół mnie jest tyle osób, które się o mnie martwią i troszczą, i które w razie problemów wyciągają mnie z największego bagna.

Skończyłam więc całkiem niedawno 27 lat. I jest mi z tym super dobrze, tak do końca sama nie wiem czemu. Właściwie to nie mam problemu z tym, ze się starzeję. Czasem tylko dopada mnie jakaś paniczna myśl o uciekającym czasie i sensie istnienia. Myśli takie jednak staram się odpędzać, bo nastrajają mnie strasznie negatywnie, a czasem czuję się przy tym jakbym wpadała do ogromnej studni bez dna. (Tak, to dlatego nie zostałam  filozofem.)
Wydaje mi się, ze tak mi dobrze z tym moim 27, bo to po pierwsze liczba nieparzysta (wolę je od parzystych). Po drugie, wreszcie znalazłam się na tym etapie, do którego zmierzałam. Edukacja pomyślnie zakończona, magister na koncie, praca znaleziona i już niebawem będę mogła całkowicie się usamodzielnić. Namiętnie robię plany i wciąż waham się, czy wolę mieszkanie czy dom, no i jak chciałabym urządzić to moje miejsce na ziemi. Planuję i inne rzeczy, ale... Ale w sumie nawet jeśli z tych planów nic nie wyjdzie, to nie będę rozpaczać.Niepodobny do mnie spokój zapanował mi w duszy i chcę tylko być szczęśliwą. Chcę czytać książki, chodzić do kina, zwiedzać muzea, szukać gwiazd na niebie, leżeć na pachnącej trawie. wzruszać się słuchając muzyki i oglądając wschody słońca. Chcę przytulać, trzymać za rękę, słuchać i zwierzać się.... A patrząc na klimat, w jakim napisałam tego posta, to pewnie już niebawem spełnię swoje młodzieńcze marzenie i zostanę Paulą Coelho.

Fajnie jest mieć 27 lat.