wtorek, 3 sierpnia 2010

o Edku Culanie

Przeczytałam ostatnio całą sagę Zmierzch i sama nie wiem co mam o tym myśleć.
Wszyscy mówili mi, że to beznadziejna książka i jeszcze bardziej beznadziejny film, ale chciałam się sama o tym przekonać i mam za swoje.
Film rzeczywiście jest okropny, począwszy od smętnej Belli z nieustająco otwartymi ustami a skończywszy na wilkach, które są gorsze niż te w ekranizacji Akademii Pana Kleksa. Właściwie, to nie wiadomo o co w tym filmie chodzi i dlaczego bohaterowie zachowują się tak idiotycznie. Ale mimo to, przyznaje się bez bicia, chętnie zobaczę kolejne części, gdy tylko je nakręcą. Bo ubaw jest po pachy, zwłaszcza, gdy film ogląda się w dobrym towarzystwie;)
A książka... cóż... Na początek poświęciłam chyba pół godziny, żeby wyobrazić sobie Edwarda jako przystojnego, bo niestety ciągle pojawiał mi się przed oczami Patison, który wygląda, jakby go w dzieciństwie bili pokrywką po twarzy. Już nie mówiąc o jego narysowanej w paincie klacie, cholera, przecież miał być wysportowany a nie taki... taki... yh nawet nie wiem jak to określić. W każdym razie wyparcie z głowy Patisona było konieczne, żeby przez cztery tomy przebrnąć w miarę bezboleśnie [inne postaci też poddałam korekcie, ale nie było z nimi aż tak źle jak z Edzikiem].
Niestety muszę przyznać, że przez pierwsze dwa tomy byłam naprawdę "zassana" przez tę książkę. Co ja poradzę na to, że nawet najbardziej smętne, melancholijne i debilne historie miłosne mi się podobają. I dlatego właśnie wydawało mi się, że rozumiem fascynację tych wszystkich fanek, bo to takie urocze low story. Ale na szczęście przyszło opamiętanie;)
W sumie to cieszę się, że na początku nie zwracałam uwagi na styl pisana S. Mayer i że jakoś wymykały mi się debilizmy w tłumaczeniu, dzięki temu przez jakiś czas całkiem miło mi się to czytało. Wystarczy popatrzeć na Szfesterkę, która od samego początku była wyczulona na te smaczki i w bólach przebrnęła przez tom pierwszy.
Podejrzewam, że wypowiedzi postaci w książce są stylizowane tak, żeby wyglądało to na stary, nieobowiązujący już sposób mówienia [Edek ma przecież ok. 100 lat a Bella nie zachowuje się jak normalna nastolatka, ma starą duszę], ale w polskim tłumaczeniu ta stylizacja to totalna klapa. Przykłady: Bella GWARZY ze znajomymi, ma UTYTŁANE błotem dżinsy, PĄSOWIEJE i GRUCHA do Edka, DYSZY i SAPIE jak ją Edek chce całować, przechodząc koło magazynów patrzy na ich ODRZWIA a Edek moi coś o ANNAŁACH. Już nie mówiąc o błędach stylistycznych i gramatycznych. Wygląda to tak, jakby ta książka nie przechodziła przez jakąkolwiek korektę. Cóż, jakoś nie wróżę świetlanej kariery tej pani tłumacz.
Ech, szkoda szkoda... Przecież można było trochę więcej popracować nad tymi postaciami, żeby wampiry rzeczywiście były mądre jak na starców przystało, żeby Bella nie zachowywała się jak skończona idiotka, żeby nie było błędów merytorycznych... No i nie powinno się kończyć aż tak sielankowo i telenowelasto [Edzik najpierw widzi erotyczne myśli Jackoba z Bellą w roli głównej, a potem okazuje się, ze to jednak córka Edka i Belli jest mu pisana, więc sobie żyją wesolutko i wiecznie wszyscy razem, ble!]

Wniosek: Zmierzch jest dodupny i przyznaję to mimo szczerych chęci przekonania się do niego. Gdyby ta cała Mayer napisała to choć trochę lepiej, można by polecać tę książkę jako lekki i przyjemny odstresowywacz, który pozwala odpocząć mózgowi po wysiłku. A tak to mogę jedynie ostrzegać: po czterech tomach czułam się jak zupełnie mózgu pozbawiona.

2 komentarze:

  1. W sumie to jest jedna naprawdę dobra rzecz w tym filmie - muzyka:)
    http://www.youtube.com/watch?v=bjIErrcr75A

    OdpowiedzUsuń
  2. nono, totalnie dostał czymś w pysk:D

    OdpowiedzUsuń