Z pracą teraz bywa różnie, więc gdy "mój market", w którym pracuje od paru miesięcy, nie oferował satysfakcjonującej mnie liczby wolnych zmian (ergo nie oferował keszu), przeniosłam się na kasę do innego. I niby to wszystko sieciówka, te same produkty, promocje i kody na bułki. A jednak w każdym jest trochę inaczej. Można powiedzieć, że to kwestia przyzwyczajenia, ale irytuje mnie fakt, że szafki w szatni nie mają zamykania. Teoretycznie więc, ktoś może ukraść moje schodzone, nieco brudne błotem buty, albo bułkę, która czeka, aż będę mieć przerwę i ja wcząchnę. W ogóle wszystko w tym sklepie jakieś takie krzywe.
Ale dziś postanowiłam zaprzestać narzekania. Byłam w na zakupach i obsługiwał mnie niesłyszący chłopak. Tak sobie pomyślałam, że on to dopiero musi mieć ciężko, żeby to ogarnąć. Brak kodów, drobnych i zacinanie się kasy- do poradzenia sobie z tym wszystkim używa się przecież telefonu. Z jedną rzeczą na pewno nie ma problemów- nie słyszy tego męczącego hałasu w tle, z reklamami i radosną muzyką zachęcająca do zakupów, no i nie słyszy jak wzburzeni klienci podnoszą głos.
A tak poważnie- podziwiam tego człowieka, serio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz