Jeśli ktoś decyduje się na zrzucenie zbędnych kilogramów, to musi nastawić się na ciężką pracę i wyrzeczenia. Nic nie zrobi się samo, więc dieta i ćwiczenia.
Jednak doszłam do wniosku, iż istnieje o wiele skuteczniejszy sposób na zdobycie figury marzeń. Wystarczy mieć złamane serce lub całkowicie w druga stronę- zakochać się.
W pierwszym przypadku smutek i żal prawdopodobnie będą tak wielkie, że wszelka ochota na jedzenie minie. Po co jeść, skoro nie ma dla kogo żyć? Gdy masz złamane serce wolisz pić niż jeść.
Jedzenie jest jak tortura, którą sami sobie serwujemy, gdzieś tam zachowując resztki rozsądku.
W drugim przypadku nasze ciało będzie tak nafaszerowane hormonami szczęścia, że będziemy żyć powietrzem, a nie kajzerkami. I to jest piękne. To jest wspaniałe, bo oprócz braku potrzeby wpieprzania kebsa za kebsem, jesteśmy cały czas radośni. Świat wydaje się cudowny, problemy jakieś takie mniejsze i wszystko właściwie sprowadza się do spędzenia jeszcze jednej chwili z ukochaną osobą.
Najmniej korzystne dla figury jest bycie w stałym związku Poczucie bezpieczeństwa. stabilizacja uczuciowa... Tak, to zdecydowanie nie sprzyja chudnięciu.
Będąc gdzieś między jednym a drugim, bardzo daleko od jakiejkolwiek stabilizacji uczuciowej, czuję się jak wielki, czerwony, podskakujący napis WTF?!? Mogę być za to pewna, że w tym stanie nie grozi mi utycie.
A w Niezasięgowicach pięknie. Jedyne czego się chce, to położyć się na trawie i wąchać bzy.
Ślepa jestem. Oślepiona majem.
Nic nie wiem, prócz, ze pachną bzy.
I ustami tylko poznaję,
żeś to nie ty...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz