Na początku listopada ubiegłego roku Najlepszy Mężczyzna Świata zapytał mnie, czy zechcę z nim spędzić resztę swego życia. Na jego pytanie była tylko jedna słuszna odpowiedź, a śliczny pierścionek nęcił i wabił blaskiem czarnych brylantów.
Odkąd zyskałam dumne miano Narzeczonej przestałam panować nad tym, co się dzieje w moim życiu. Zgodziłam się i nagle wszystko się zmieniło, a przede wszystkim ja się zmieniłam, w szaloną przyszła pannę młodą, która nie może spać, bo wybiera kolor serwetek na wesele.
Naprawdę nie przesadzam twierdząc, ze się wszystko zmieniło. Zdecydowanie nie jesteśmy tego typu ludźmi, którzy po zaręczynach trwają w narzeczeństwie przez kilka(naście) lat, nie mogąc się zdecydować na ślub. Zaręczyny uruchomiły ogromna ślubno-weselna machinę, która zaczęła sama się toczyć, coraz szybciej i szybciej. A my mkniemy razem z nią załatwiając kolejne sprawy, podejmując kolejne decyzje, czasem po podpisaniu umowy zastanawiając się jak to się w ogóle stało.
W ciągu tygodnia od zaręczyn mięliśmy już wstępnie ustaloną listę gości i datę ślubu. W ciągu miesiąca znaleźliśmy salę, a niedługo później zespół i fotografa. Teraz właściwie każdą chwilę poświęcam na przeglądanie stron internetowych, blogów i for poświęconych ślubnej tematyce. Mam wrażenie, że wiem na ten temat już niemal wszystko (lecz wciąż okazuje się, ze jednak nie).
W mojej głowie miliony pomysłów na ślub i wesele kłębi się i wiruje w zawrotnym tempie. I chociaż ostateczne decyzje podejmuję wspólnie z Najlepszym Mężczyzną Świata, to jednak większość propozycji jest moja, wyhodowana w mojej biednej głowie. W całym tym radosnym szaleństwie jednak zawsze udaje się wybrać to, co najbardziej do nas pasuje, najbardziej się nam podoba i jest wprost idealne. Za każdym razem mam w sobie to przeświadczenie, ze to co wybieram jest jedynym słusznym wyborem. Potem wprawdzie jeszcze milion razy pytam innych o zdanie, ale to już wynika z mojego charakteru, a nie z błędnej decyzji.
Mam ogromną potrzebę (jak chyba każda przyszła panna młoda) rozmawiania o moich przygotowaniach do ślubu. Chciałabym podzielić się swoją radością, ale także obawami, chciałabym zapytać o radę i zostać uważnie wysłuchaną. Jednak mam wrażenie, że prawie nikt nie ma ochoty tego słuchać. A gdy ktoś nie chce słuchać, to ja ie chcę opowiadać.
Całe szczęście na blogu można się wypisać do woli :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz