poniedziałek, 23 sierpnia 2010

kołk lajw festiwal, dzień 2

Gdy opisywałam wrażenia po koncercie 30stm roznosiła mnie energia. I energia właśnie była tym, co emanowało ze sceny. Koncert ładował baterie, sprawił, że skakałam, tańczyłam i śpiewałam jeszcze długo po jego zakończeniu. Jakby kto mi wymienił zwykłe baterie na djurasel;)
To pokoncertowe nakręcenie było genialne i było mi trochę żal, że tak szybko je stracę, po od dawna oczekiwanym koncercie MUSE. Bo MUSE dał uczucie zupełnie inne.
Tak, wiem, zabrzmi to pusto, sztucznie i beznadziejnie, ale dla mnie musowy koncert to była moc i magia.
Oczywiście chłopcy grali głównie piosenki z ostatniej płyty + jak na festiwal przystało, takie wcześniejsze kawałki, przy których można skakać, drzeć mordę i klaskać:) np. "hysteria", "plug in baby", "new born" "knights of cydonia" czy wreszcie "supermassive black hole". Ciut szkoda, ze nie zagrali jakiegoś bardziej balladowego starocia, coby się w wielgachnym tłumie pobujać i powzruszać.
Moim zdaniem i tak najlepsze były międzypiosenkowe wariacje gitarowe Matta i nie miałabym nic przeciwko, gdyby cały koncert był czysto instrumentalnym popisem możliwości musowych chłopaków. Ale to chyba byłoby już dla mnie za wiele szczęścia na raz;)
Jeżeli chciałoby się coś zarzucić występowi MUSE, to trochę za mały kontakt z publicznością. Z jednej strony, nie musieli się wysilać, bo ta cała masa ludzi bawiła się w najlepsze, nie trzeba ich było zachęcać do intensywniejszego udziału. Poza tym, muzyka broni się sama, mówienie czegokolwiek do publiki wydaje się zbędne. Jednak z drugiej strony rację miała dziewczyna, której wypowiedź gdzieś tam usłyszałam zwijając się z festiwalu: "Jared śpiewał razem z nami". Fakt, zachęcał do tańczenia i śpiewania. Wrażenie było takie, jakby on sam świetnie się bawił podczas występu i jakby chciał, aby ludzie którzy przyszli na koncert bawili się przynajmniej tak dobrze jak on. I zdecydowanie nie mogę się zgodzić z kolesiem, który stwierdził, ze 30stm mieli "przegadany koncert".
Ale cóż, dwa różne zespoły, dwa różne koncerty. I inne uczucia im towarzyszące.
Jedno jest pewne, chętnie zobaczyłabym i jednych i drugich jeszcze raz [lub więcej] na żywo. Na co szansa być może będzie już wkrótce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz