piątek, 8 października 2010

pośladek*

Dzień zaczął się jak zwykle.
Natarczywie dzwoniący budzik zmusił mnie, bym opuściła słodką krainę snów o wazelinie i abym zmierzyła się z szarą, zimną rzeczywistością mglistego poranka.
Zwalczając senność i zniechęcenie, rozklekotanym tramwajem linii 4 udałam się na zajęcia.
Tam także było jak zwykle. Nuda emanowała z każdej komórki mojego ciała.
Udawszy się na znośną kawę w towarzystwie jakichś podejrzanych typów, byłam pewna, że tego dnia już nic mnie nie zaskoczy i nie uszczęśliwi.
O! Jakże się myliłam!
W ciemnej, zadymionej knajpie "Pod Glonojadem" stała się rzecz, która na zawsze odmieniła moje życie.
Bogu ducha winna siedziałam na drewnianej ławie paląc papierosa, gdy wtem... KTOŚ ZŁAPAŁ MNIE ZA LEWY POŚLADEK!!!
Dreszcze przeszły mnie całą.
Od stóp do głów, od głów do stóp.
Ach, cóż to było za niezwykłe doznanie!
Lecz czemuż ach czemuż tak krótko to trwało? Dlaczego dłoń ta boska tak szybko zaniechała trzymania mnie za pośladek lewy?
Ciągle jeszcze zalewa mnie fala gorąca, gdy o tym myślę a na skórze czuję ten jednocześnie delikatny i zdecydowany uścisk.
Oto jestem. Ja. Nieszczęśliwa. Stęskniona za dłonią, która znów złapie mnie za pośladek i przeniesie do krainy rozkoszy.


* tekst z dedykacją dla Chrupki

1 komentarz: