czwartek, 18 listopada 2010

Połowa listopada a śniegu ani widu ani słychu. Interia twierdzi, że w najbliższą środę zrobi się przymrozkowo i moja tęsknota za śniegiem zostanie ukojona, ale jakoś im nie wierzę. Poza tym pewnie spadnie go tak mało, że od razu się roztopi...
Za to zrobiło się mgliście i deszczowo. Taka "miękka" pogoda. Bo mgła rozmazuje kształty i kolory. A planty wyglądają zupełnie jak na obrazie Wyspiańskiego. I jadąc tramwajem szczerzę do nich zęby, wbrew niezadowoleniu z pogody współpasażerów.





Niestety na wyczekiwany koncert 30stm w Warszawie jednak nie pojadę. Chyba, że nagle, niespodziewanie, abrakadabra znajdę sponsora albo 500zł. Nie ma co kryć, przykro mi z tego powodu.
Ale ale! Jest i coś na pocieszenie! W sobotę koncert Mindfield! Dzięki bogom za fejsbuka, gdyby nie on, to pewnie bym przegapiła, a to byłoby już za wiele;)
I kto wie, może ten sobotni koncert da mi więcej radochy niż Jared... taaak... To naprawdę bardzo prawdopodobne, zwłaszcza biorąc pod uwagę moje wcześniejsze wrażenia z ich występu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz