Napój karpiany, który smakował gorzej niż siki pomieszane ze zlewkami. A jednak, cholera, jednak się go piło!
I chociaż knajpa się zmienia, już nie ma stałego grona ludzi tam przychodzących, których znałam z widzenia, muzyka też nie zawsze jest taka jak kiedyś, to jednak ciągle jest Karp, miejsce gdzie można mieć ubaw po pachy i gdzie zbierają się chyba największe pojeby.
I nie inaczej było w piątek.
Na początku trochę pustawo, z większym zagęszczeniem w sali dla palących [na szczęście parkiet jest tam, gdzie wolno palić].
A potem się zaczęło...
Mistrzowie wieczoru to:
-> Sławomir Mrożek [lub jego sobowtór, młodsze wcielenie], wypisz wymaluj on, w takim zajebistym swetrze, jak z lumpeksu, za dużym i rozciagnietym. Poprosił mnie do tańca [do tanga zapewne] a ja, głupia głupia głupia, odmówiłam.
-> Dwaj uroczy chłopcy. Jeden w niebieskiej koszulce średnio obcisłej i drugi w białej, takiej jak od dresiku, zapinanej na zamek, która z przodu miała błyszczący, srebrny nadruk. I gdy wpadał w ferwor tańca, to zamaszyście rozsuwał zamek. Bosssko! Oni nie byli metroseksualni, oj nie! Wyglądali jak gejowska para. I ci oto chłopcy postanowili wyrwać Szfesterkę i mnie. Nosz kurwa. Sposób na to mieli genialny, erodance z krzesłem, które stało przy naszym stoliku :D ale najlepszy był tekst, którym zarzucił ten w białym, gdy nie chciałyśmy z nimi tańczyć: "Nie wiem co sie stało z polskimi kobietami!".
Otóż, kurwa, nic się nie stało! Raczej co się stało z polskimi facetami?! Dlaczego aż tak zniewieścieli? I doprawdy nie uważam za coś dziwnego faktu, że faceci w obcisłych trykocikach mnie śmieszą a nie pociągają.
Wczoraj odbyła się pierwsza edycja przeglądu zespołów rockowych KrakRock. Udałam się tam radośnie na występ Mindfield. Znowu sama. Ale w konkursie brał też udział zespół ze stron rodzimych, czyli Okinekopeszte, dzięki czemu nie byłam zmuszona spędzać tych cholernie irytujących przerw na zmianę sprzętu w samotności.
Ogólnie bardzo fajna impreza. Moim zdaniem jej głównym minusem była zbyt słaba promocja. I dlatego na publiczność składali się właściwie tylko znajomi poszczególnych kapel. Pod tym względem zdecydowanie przodowali The Redskiss, a podczas występu Mindfield serce mnie bolało, że tak mało osób przyszło tam dla nich.
Ech... do samego końca kibicowałam Mindfield, a wygrali moi znajomi, czyli Okinekopeszte. Oczywiście bardzo się ucieszyłam, myślę, że słusznie otrzymali to największe tego dnia wyróżnienie. Może nie jest to muzyka jaką kocham, ale dali naprawdę dobry występ. Ale równocześnie było mi przykro, że to jednak nie moi ulubieńcy zgarnęli wygraną.
A od Mindfield dostałam EPkę:) Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!! Cieszę się nią jak dziecko. Chociaż nie. Bardziej jak rozhisteryzowana nastolatka :D
Więc na koniec, niech zagra Mindfield!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz