Mimo szczerych chęci nie udało mi się zapanować nad mętlikiem w głowie. A mętlik ów bierze się z tego, że lekko podekscytowana robię sobie jakieś tam nadzieje, których spełnienie jest wątpliwe. I zirytowana na siebie, żem taka naiwna, usiłuję przywołać swój rozsądek, a nawet pesymizm i cynizm.
Więc mętlik, lalala.
Parę dni temu miałam przyjemność przeżyć jedną z najbardziej magicznych chwil w moim życiu. Zupełnie z zaskoczenia. Taką, której chciałoby się nigdy nie zapomnieć. I gdy o tym myśłę, to do głowy przychodzi mi piosenka Erasure "Always" [wiem wiem, gra robot unicorn attack, ale tym razem ma ona dla mnie zupełnie inne konotacje]. Bo "Always" jest w swoim brzmieniu magiczna właśnie, kiczowata też, ale przecież ja wielbię kicz.
A teraz najbliżej mi do piosenki ""W moim ogrodzie", totalnego klasyka grupy Daab, o czym nie miałam pojęcia, dopóki ma empetrójka pieśni tej nie podrzuciła mi przypadkiem. Nie jest to zbyt radosny kawałek [na pewno nie tak jak "Always";)] i nastraja jak nastraja. Planowałam więc zażarcie całej czekolady i oglądanie jednego ze skutecznie poprawiających humor filmów.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zadzwonił telefon. A odebrawszy usłyszałam męski głos, który rzekł mi, że za dwie godziny idę na piwo w niezwykle dobrym towarzystwie:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz