Dziś rano empetrójka podrzuciła mi piosenkę Comy. Uśmiechnęłam się do niej szeroko i radośnie, bo jakoś tak wyszło, że dawno ich nie słuchałam.
Przez chwilę rozważałam, czy jednak nie chciałabym iść na ich koncert, który będzie w tym tygodniu. W końcu swego czasu nie przegapiałam żadnego z ich krakowskich wystąpień. A moje dwa pierwsze comcerty na zawsze będą dla mnie bardzo ważne, bo zbiegły się w czasie z ważnymi wydarzeniami w moim życiu. Stały się elementem mojego pokręconego obrzędu przejścia [jakkolwiek dziwnie to brzmi, tak właśnie jest]. Ale, cholera, nie.
To aż smutne, że dwie ostatnie płyty tego zespołu tak strasznie mnie do nich zniechęciły. Płyty wydane całkiem niedawno, bo pod koniec 2010 roku.
Pierwsza z nich to koncertówka, na której Coma zagrała razem z orkiestrą symfoniczną. Muzyka brzmi naprawdę świetnie, aż chciałoby się posłuchać tego na żywo. Ale niestety wokal im trochę nie wyszedł. Tyle razy słyszałam Roguca na koncercie i zazwyczaj śpiewał lepiej niż na tej płycie. Ale cóż, zdarza się. Ta płyta to w sumie jeszcze nie tragedia.
Natomiast druga płyta to totalna porażka. Moim zdaniem oczywiście. To ona tak mnie odstręcza od ich koncertu, bo nie daj boże coś z niej zagrają. Ta druga płyta to wydawnictwo anglojęzyczne. Większa część tej płyty to stare piosenki zaśpiewane po angielsku, ale zaśpiewane niefajnie. Teksty straciły wszelką głębię i sens, źle brzmią w innym języku, nie pasują do muzyki. Dosłowne tłumaczenie tekstów też nie było najlepszym pomysłem... Dodatkowo bodajże trzy z nich to zupełne nowości [też po angielsku oczywiście]. Trzeba przyznać, że one są całkiem dobre, tekst pasuje do muzyki [a może na odwrót] i ogólnie wpadają szybko w ucho [chyba taki był cel]. Lecz słuchając tych kawałków ciągle zadawałam sobie pytanie: gdzie jest moja Coma? Dlaczego ich piosenki nie są tak jak wcześniej o czymś? Dlaczego jedna z nich to nieustannie powtarzany tekst "fak de polis"?
Huh, zawiodłam się, zawiodłam. Dwie ostatnie płyty wyrzucam z pamięci i czekam na coś nowego. Coś prawdziwie comowego. Coś co sprawi, że znów będę mogła iść na ich koncert tak jak kiedyś. Na muzyczne, moje własne, osobiste katharsis:)
no.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz