O czym teraz mówią wszyscy? O ACTA.
Myślę, że nie ma potrzeby wyjaśniać co to jest i o co chodzi.
Cała ta sprawa wynikłą nagle, gdyż nikt nie był łaskaw wcześniej poinformować społeczeństwa o tak znaczącym projekcie. A ja osobiście przeżyłam ogromy szok, gdy po kilku dniach bez internetu zawitałam na fejsa/kwejka/interię/ba! nawet pudla i inne strony, i okazało się, że protestujemy, bo chcą nam zabrać wolność.
Czytam i czytam informacje o tym co się dzieje i ciśnienie mi skacze. Jestem zawiedziona postawą szanownie nam rządzących (a może raczej panujących?). Lecz najbardziej boli mnie i autentycznie zasmuca mój brak wiary w moc sprawczą protestów.
Chociaż sama też staram się coś zrobić, cokolwiek, chociażby przez podpisanie petycji przeciw ACTA, to nie może mnie opuścić wrażenie, że nic nie da się już zmienić.
Przypomina mi się cała afera, która miała miejsce po tzw. katastrofie smoleńskiej, kiedy to zadecydowano o pochowaniu na Wawelu pary prezydenckiej. Wtedy też protestowano, wtedy czując oburzenie starałam się również jakoś wyrazić swój sprzeciw. Wtedy wierzyłam, ze brak zgody społeczeństwa zmieni to, moim zdaniem, absurdalne postanowienie. I co? I nic się nie stało.
Dlatego teraz tak ciężko mi uwierzyć, że coś uda się zdziałać. Dlatego nastawiam się na brak wolności internetu.
Być może zły ze mnie obywatel małej wiary. być może niesłusznie porównuję problemy zupełnie innej wagi. Ale własnie tak to czuję. Beznadzieja.
Bogowie miejcie nas w swojej opiece!
A mnie ręce opadają przez to wszystko, czuję zmęczenie. Aż mi się nie chce nawet jakichś petycji podpisywać. ;)
OdpowiedzUsuń