Zimą (jak sama nazwa wskazuje) jest zimno. Zapewne nikt nie lubi marznąć, lecz ja i tak wolę to niż upał. Poza tym jakoś tak ogólnie lubię zimę. Zawsze lubiłam. Pewnie to dlatego, że urodziłam się w samym jej środku (a moi biedni Rodzice mieli problem, jak Małgonię-bobasa przewieźć przez zasypane śniegiem drogi ze szpitala do domu).
Zimą można robić wiele fajnych rzeczy. Można ulepić bałwana, można iść na sanki, albo na huśtawki, bo place zabaw świecą pustkami i nikt nas nie oskarży, że zajmujemy miejsce dzieciakom. I nic tak nie uspokaja jak widok powoli (majestatycznie wręcz) padającego śniegu. Czasem śnieg jest tak drobny i zmarznięty, że wygląda jak padający z nieba brokat. Czy to nie piękne? Zimą cały świat jest zrobiony z brokatu! Nie ma miejsca na brud i brzydotę.
Obserwuję ostatnio starsze panie, które spotykam na mym pięknym nowohuckim osiedlu. Muszę przyznać, że te wszystkie babcie wyglądają na szczęśliwe i niezmarznięte w swoich długich aż po kostki futrach. Stare czy nowe, sztuczne czy prawdziwe- niezależnie od rodzaju wydają się być świetnym sposobem na doskwierający mróz. A jak się do futra dołączy ogromną włochatą czapę, to już w ogóle jest bosko. Aż chce się zostać taką "futrzastą babcią", której nie straszny ni mróz, ni śnieg, ni zawierucha.
P.S. No dobra, wiem, że nie zawsze zima jest piękna i czasem się przemarznie tak bardzo, że nie ma sił na zachwycanie się śnieżnym krajobrazem. A w miastach zima to często błoto i sól na butach. Ale przecież trzeba zawsze patrzeć na tą dobrą stronę życia, prawda?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz