czwartek, 25 kwietnia 2013

przeciąg trzaska złudzedniami

Roczne przerwy w pisaniu bloga chyba weszły mi w krew. To wszystko wina czasu. Czasu, który ucieka z taką prędkością, że ostatni rok minął niemal jak jeden krótki miesiąc.
Oto wiec jestem, pani magister etnolog, lat 26, walcząca z niechcącym wejść do głowy węgierskim i estońskim  Do tego trzeba jeszcze dodać mało ambitną, lecz cholernie męczącą pracę sześć razy w tygodniu i świeży, bolesny powrót do świata singli. 
Od miesiąca mam wrażenie, że nie panuję nad tym co się dzieje w moim życiu. Jem, śpię i chodzę do pracy, lecz wydaje mi się, że poza tym nie żyję. Myślę. O przeszłości i o planach na przyszłość. Wspomnienia, nawet te dobre, sprawiają, ze zanurzam się po uszy w melancholii. I nie pozostaje nic więcej  tylko się upić.  Myślenie o przyszłości jest straszne. No dobra, mam tam jakieś plany, jakieś cele, ale jestem przerażona tym, co muszę zrobić. Niesamowicie boję się, że sobie nie poradzę.
Żyjąc tym co było wcześniej i tym co być może będzie w przyszłości  tak naprawdę nie żyję prawdziwie. Bo przecież jedyne co mamy, jest tu i teraz, prawda?
Najtrudniejszą sprawą, której nie potrafię ułożyć w głowie jest rozstanie z chłopakiem po ponad dwóch latach bycia razem. Myślałam że będzie to o wiele łatwiejsze, bo to ja podjęłam tę decyzję  Ale myliłam się i to bardzo. Mam wrażenie, ze straciłam grunt pod nogami. I co z tego, ze jestem całkowicie przekonana o słuszności mojej decyzji, skoro czuję się paskudnie. 
Trzeba na nowo nauczyć się, jak to jest być samemu. Nauczyć się, bo gdzieś po drodze tak bardzo zaangażowałam się w związek, że zapomniałam kim jestem i czego chcę.
Wróciłam do dawno nieoglądanego serialu, czyli do Seksu w wielkim mieście. Oglądam z zupełnie innym podejściem niż kiedyś. Oglądam i czuję się jak Carrie czy jedna z jej koleżanek. Różnica polega jednak na tym, ze zamiast NY mamy Kraków. A zamiast kupowania ciągle nowych szpilek za 500 dolarów, mamy trampki za 50 złotych. Ale serial jest serialem, wiem co będzie dalej, wiem, że wszystko dobrze się kończy. A tego, niestety, nie mogę powiedzieć o moim życiu.

1 komentarz:

  1. Nie martw się, będzie dobrze! Skoro po ponad 2 latach zobaczyłaś, że nie chcesz już być w tym związku, to znaczy,że to porządnie przemyślana, dojrzała decyzja. Tak naprawdę,powinnaś być z siebie zadowolona.Wykazałaś się odwagą.Potrafiłaś powiedzieć 'nie,to już mi nie odpowiada.' Wiele dziewczyn na Twoim miejscu bałyby się zostać same i tkwiłyby w czymś co nie do końca spełnia ich oczekiwania,aż stałyby się jak bezmózgie kwoki pozbawione własnego zdania. A Ty to zdanie jeszcze posiadasz, więc nie jesteś stracona. ;) A przejmowanie się zbytnio 'powrotem do świata singli' to jeszcze nie koniec świata. Lepiej czuć się wolnym, niż być z kimś na siłę, bo nie ma na razie nikogo lepszego. Ja sama ostatnio 'powróciłam' do stanu wolna i nie żałuję. Bo bycie w tamtym związku kosztowało mnie wiele stresu i wyrzeczeń,i to bez wzajemności. Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń