Lipiec, lipiec, nadchodzi lipiec! I chyba po raz pierwszy raz w życiu cieszę się z wakacji. Mimo że formalnie czekają mnie dwa miesiące wolnego od uczelni, nie zwalniam tempa ani na chwilę, bo dwa miesiące to jedynie osiem tygodni. Osiem poniedziałków. Niepokojąco mało, a tyle do zrobienia. Ale ale! Teraz co innego mi w głowie.
Siedzę w moim nowym, maluteńkim pokoju, rozpakowuję graty i cieszę się z tej całej sytuacji jak dzieciak.
Wychodzi na to, że po raz pierwszy w życiu jestem nie jestem od nikogo zależna. Ta moja przeprowadzka do skromnej jedyneczki, to tak naprawdę utwierdzenie w tej cholernie zajebistej niezależności.
Nie wiem jak i skąd to się wzięło, ale czuje się teraz pewniej w swoim życiu, niż kiedykolwiek wcześniej.
Wszystkie dobre i złe decyzje doprowadziły mnie własnie tutaj. A tutaj z totalnej rozsypki zaczyna tworzyć się całość, a z ostatecznego bezsensu sens. Mam plan, mam cel, mam wszystko. Mam dosyć ulegania presji otoczenia. Dosyć podporządkowywania się temu, co chcą rodzice, przyjaciele, facet czy ktokolwiek inny.
Moje życie, moje decyzje.
W sumie to z tym moim życiem jest podobnie jak z moim mikro-pokojem. Jest maleńki, mieści się w nim tylko łózko i biurko. Ale mi jest w nim wygodnie, przytulnie i dobrze. Wobec tego jeśli coś ci się nie podoba, nie wchodź do niego, nie zmuszam do niczego. Ale ja zostaję :)
Tylko dlaczego wcześniej nie byłam taka mądra?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz