Motywem przewodnim moich tegorocznych wakacji są wampiry. W formie łatwo przyswajalnej, głównie serialowej i filmowej.
Już o tym raz pisałam, ale pora moje spostrzeżenia uzupełnić, bo wtedy zaczynałam zaznajamiać się z serialem "Czysta krew" a teraz już dobrnęłam do trzeciego sezonu.
Ogólnie jest ok. Podoba mi się w nim to, że aktorzy nie są piękni i wymuskani, ale wyglądają całkiem przeciętnie, jak na mieszkańców jakiegoś zadupia przystało. Krew się leje często i obficie, jak należy. I nie przypomina soku pomidorowego! A momentami można się nawet trochę pobać. Do tego dużo seksu, alkoholu i obfitych w przekleństwa dialogów. Tak, jest ok.
Wszytko byłoby pięknie, gdyby nie para głównych bohaterów. Heh. Sookie jest głupia i wkurwia tym nieustającym wpieprzaniem się tam, gdzie jej nie chcą. Natomiast jej wampirzy lowerboj Bill jest tak pochmurny i mroczny, ze to aż śmieszne. I jak on wymawia jej imię! Takie świszcząco-szeleszcząco-śliniące SSSSSSSSSUUUUKI. Do tego obydwoje są nieustająco napaleni. Nie nie, ja się nie czepiam tego napalenia, bo jak pisałam wyżej, seksu w serialu jest dużo i wcale nie jest to jego wadą. Ale jak Bill wygrzebał się z ziemi na cmentarzu, cały oblepiony błotem, pociągnął przechodzącą obok Sookie za nogę i niemal ją zgwałcił, a ona się z tego ucieszyła to... heh, przesada.
Jakby tak ta główną parę wyciąć, to na pewno serial podobałby mi się bardziej;)
"Czysta krew" to serial produkowany dla dziewcząt w wieku okołomoim. Dlaczego? Bo zdecydowanie jest tam więcej przystojnych facetów niż ładnych lasek [chociaż kilka naprawdę fajnych się pojawiło]. Hmmm, faceci... Sam, Jason, Eric, Alcide, Tommy, Eggs...
Jak zdążyłam zauważyć, ulubieńcem kobiet oglądających serial jest Eric. Nie jestem oryginalna, tez uważam, że jest przystojny i seksowny. Taki typ faceta, który zrobi sobie naszyjnik z zębów niedźwiedzia, przytacha zabitego mamuta na obiad i spłodzi masę słodkich blond dzieciaczków:D
Wbrew temu co mówiła Marta, nie spodobał mi się Alcide. Znów typ wielkiego mięśniaka. Wystarczy mi jeden, Eric.
Zdecydowanie wolałabym już psychopatycznego Franklina o twarzy przypominającej Kulfona [tego od żaby Moniki, z Ciuchci].
A moim ulubieńcem i tak będzie przeuroczy, chłopięcy Godric, który niestety pojawił się tylko w kilku odcinkach.
A tak w ogóle, jak to oglądam, to upewniam się w moim podejrzeniu, że Stefa odgapiła co istotniejsze motywy z książek o Sookie. Pfff
Hm hm, może zacznę oglądać. ;)
OdpowiedzUsuńBardziej polecam "Pamiętniki Wampirów':)
OdpowiedzUsuń