Przez ostatnie kilka dni usiłowałam się określić, czy ja rzeczywiście lubię święta, czy tylko tak sobie wmawiam. Myślałam nad tym i myślałam, i cóż... Z rozważań dogłębnych wyszło mi, że mimo wszystko te kilka ostatnich dni grudnia to mimo wszystko jeden z najlepszych, najbardziej ulubionych i najcieplejszych okresów w roku.
"Mimo wszystko"- to właściwe określenie, bo przecież święta, to tak naprawdę masa pracy i wkurzania się. Choćby biorąc pod uwagę tylko ten rok... Jestem szczęściarą, bo ominęło mnie gruntowne sprzątanie całego domu. Pozostało gotowanie, pieczenie i świąteczne przystrajanie naszego małego niezasięgowickiego lokum. A i tak kilka razy miałam ochotę rzucić wszystko w cholerę i zarzekać się, że w przyszłym roku nie będę brała w tym wszystkim udziału. Na przykład wtedy, gdy okazało się, że zepsułam lampki na choinkę. I zdecydowanie wtedy, gdy okazało się, że ciasto do makowca i sernika nie wyszło, nadaje się tylko do wyrzucenia i trzeba robić wszystko od nowa. Mogę się też założyć, że nim te święta się skończą, to jeszcze parę razy będę sobie pod nosem kurwować.
Jednak nagle, mimo wszystkich przeciwności losu, mimo wkurwa, mimo małej wojny domowej, zdaje sobie sprawę, że jestem niesamowicie szczęśliwa i że dobrze mi tu i teraz z tym wszystkim.
Jak nic święty Mikołaj rozpyla ze swych sań jakiś uszczęśliwiająco-znieczulający środek odurzający.
Lampki na choince jednak świecą [dzięki mojemu cudownemu Tacie], wypieki wyszły jak trzeba, siedzimy [względnie leżymy] i leniuchujemy na całego.
W tym momencie nie jest dla mnie ważne co właściwie świętujemy. Czy to narodziny jakiegoś Czizasa czy zimowe przesilenie. Whatever. Ważne, że jest taki czas w roku, że chcemy być razem z najbliższymi, że składamy/wysyłamy życzenia, nie tylko dlatego, że tak trzeba. Nie wiem jak wy, ale ja, choć nie znoszę składania życzeń przy łamaniu się opłatkiem, mam chęć życzyć dziś całemu światu wszystkiego najlepszego.
W szczególności zaś moim bliższym i dalszym znajomym:) Ot, żeby każdy potrafił być szczęśliwy, żeby każdy miał miejsce, w które zawsze może wrócić, kochającą rodzinę i przyjaciół, na których zawsze można liczyć. I żeby każdy miał tyle silnej woli i chęci, by spełniać swoje marzenia. Ach! I oczywiście MIŁOŚCI MIŁOŚCI MIŁOŚCI!!! :)
A za każdym razem, gdy dostaję esemesowe życzenia to uśmiecham się od ucha do ucha:)))
gośka kocha święta:)
Bill Nighy - Christmas Is All Around
Załadowane przez: Bill-Nighy. - Obejrzyj ostatnio promowane klipy wideo.
Nie ma to jak pozytywne świąteczne uczucia :-) fajnie jak choć część z nich zostanie też po świętach ;-)
OdpowiedzUsuń