Weselicho, na którym będę pełnić zaszczytną funkcję starszej [i jedynej] druhny zbliża się niepokojąco szybko. Jeszcze niespełna cztery tygodnie i bumtarabum! Dosłownie.
Jestem niezwykle ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądać, bo póki co, to nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. I gdy w ostatni łikend uczestniczyłam w zapraszaniu gości na wesele, to miotałam się między skrajną irytacją [wkurwem nawet] połączoną z chęcią walenia głową w ścianę a radosnym tumiwisizmem.
W sumie to nie powinnam nikogo oczerniać na forum publicznym, ale... Cóż, czasem mam wrażenie, że panna młoda, której mam asystować, ma w głowie jedynie dwie komórki nerwowe, które odbijają się od ścianek czaszki i tylko raz na jakiś czas, zupełnie przypadkiem, ich synapsy się łączą i przepływa impuls elektryczny.
Co tu dużo mówić, jeszcze nawet nie wybrała sukni ślubnej i chce to uczynić dopiero po sylwestrze [sic!]. Cholera, mam nadzieję, że wie przynajmniej z kim się hajta.
Ale ołkej, to nie moje wesele, nie mój stres i w sumie, jakby co, nie moja żenada:)
Moim jedynym zmartwieniem w tym momencie pozostaje sama ceremonia zaślubin. Nie ma się co łudzić, że w kościele będzie ciepło. Ba! Żeby chociaż para z ust nie leciała! Wolałabym nie przymarznąć do krzesełka, ale przecież sobie pod nim farelki nie zainstaluję... Hm. chyba jednak trzeba zainwestować w wełniane majtasy po kolana.
Tak. Coś mi mówi, że 15 stycznia 2011 będzie niezapomnianym dniem:D
I chyba ziści się plan początkowy, bym to ja była gwiazdą wieczoru:>
Piosenka! Ze ślubem w tle oczywiście.
Majtachy jak Bridżet. A potem jak Cię ktoś będzie rozbierał, to przynajmniej zachowa się jak Hugh Grant xD łiiiii
OdpowiedzUsuńnajjjjjjjjjjs, a wgl to masz pożyczyć jakieś buty, bo jutro wychodzę za mąż i mi powiedzieli ze w czarnych nie wypada?
OdpowiedzUsuńmogą być różowe trampki?
OdpowiedzUsuń