Parę dni temu dowiedziałam się, że jakaś dzieweczka [Agretiss] nie mając pomysłu na własną twórczość blogową, zgarniała fragmenty tekstów od mojej koleżanki. Nie potrafiłam (i nadal nie potrafię) zrozumieć takiego postępowania. bo po jakiego uja mi blog, skoro nie umieszczam tam własnych wpisów?
Żeby było zabawniej, dziewczę to "inspirowało się" także postami z blogów znajomych mojej pokrzywdzonej koleżanki. Gdy opowiadano mi o tej niefajnej sytuacji, zostałam ostrzeżona, iż mój blog też mógł paść ofiarą tej haniebnej kradzieży. Ale pomyślałam, że to niemożliwe. Mój mały, ostatnio zamierający, średnio ciekawy mały blożek? Zdziwiłam się więc co niemiara, gdy po kilku dniach bez internetu sprawdzając pocztę, natknęłam się na maila z przeprosinami i sprostowaniem od bohaterki tego posta.
W tym momencie zastanawiam się, co też mogła sobie ode mnie "pożyczyć". I bardzo chętnie bym to sprawdziła, ale niestety jej blog został usunięty.
Szczerze, mimo zapewnień o nieporozumieniu które dostałam w mailu, usuniecie tamtego bloga to dla mnie przyznanie się do winy [zwłaszcza, że mail traktuje tylko o usunięciu obcych notek].
Cóż mogę rzec na zakończenie? Przecież chociażbym chciała, to nikogo nie zjem za kradzież z mojego bloga. Ale pamiętajcie! Nie wolno tak robić jak osławiona Agretiss! Bo Was bóg ukarze i paluszki którymi robicie kopiuj-wklej Wam uschną i odpadną! Howgh.
Hahahahaha. Tak to bywa u osób mało rozgarniętych z problemem ze zdaniem matury. ;)
OdpowiedzUsuńhttp://z-deszczu-pod-rynne.blogspot.com/- new blog ;)
OdpowiedzUsuńz pozdrowieniami, Anit ;)
dziękuję:)
OdpowiedzUsuń